Parafia pw. Świętej Zofii i Świętego Szczepana w Laszkach

Archidiecezja Przemyska obrządku łacińskiego, Dekanat Radymno II

Przygotowanie do sakramentów

Spowiedź

 

 

Nie bój sie spowiedzi!

         By głębiej przeżywać spotkanie z miłosiernym Bogiem w sakramencie pojednania trzeba nam wrócić do doświadczenia grzechu w życiu człowieka. Każdy z nas przeżywa podobne doświadczenia związane z grzechem - smutek, przygnębienie, duchową pustkę, poczucie niegodności. Każdy z nas nosi w sobie głębokie rany spowodowane doświadczeniem grzechu. Grzech oddziela nas od Boga, człowieka, a w końcu powoduje, że niejednokrotnie nie potrafimy też spojrzeć sobie w oczy. Najbardziej tragicznym stanem człowieka po grzechu jest lęk przed Bogiem. Szatan wmawia nam, że nie mamy prawa zbliżyć się do Boga, że już do Niego nie należymy. A jednocześnie człowiek doświadcza ogromną tęsknotę za Bogiem, za spotkaniem z Nim, za bliskością, za pokojem, który niosła modlitwa, za wsparciem w zmaganiach życia. Wszystko to powoduje ogromy lęk przed spotkaniem z Bogiem - także w sakramencie pokuty. Lecz nie tylko od Boga oddziela nas grzech. Prowadzi on do rozbicia nawet najwspanialszych więzi pomiędzy ludźmi - kłótnie, zazdrość, podejrzenia, fałszywe oskarżenia, wyzwiska, wszystko to jest wynikiem grzechu, który wszedł w życie człowieka i zdominował go. W końcu zaś grzech sprawia, że nie potrafimy zaakceptować siebie. Zaniża on w nas poczucie wartości - na naszych ustach pojawiają się słowa: Do niczego się nie nadaję; Nie ma dla mnie ratunku; Moje życie nie ma sensu. Wtedy też obecność drugiej osoby przeżywamy jako zagrożenie bo czujemy się mniejsi i gorsi od innych. I oto pomimo największych chęci, starań człowiek nie jest w stanie poradzić sobie z tym doświadczeniem. Nie jest w stanie sam uwolnić się od grzechu! Może tylko uciekać - w pracę, alkohol, narkotyki by zapomnieć na chwilę. Może zadać sobie ból fizyczny by choć na chwilę zapomnieć o bólu, który przezywa jego dusza.

         Lecz oto Bóg nie pozostawia człowieka samego. W raju po grzechu pierwszych rodziców Bóg woła: Adamie, gdzie jesteś? Wychodzi On na poszukiwanie człowieka. Zadając to pytanie chce, aby człowiek spojrzał na grzech oczami Boga.  To znaczy, aby przestał go rozpamiętywać, rozważać, uciekać przed nim, ale aby otworzył sie na doświadczenie Bożego miłosierdzia. Oto bowiem Pan Jezus przez posługę św. s. Faustyny pozostawił nam takie słowa: Pisz, mów o Moim miłosierdziu. Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia [czyli w sakramencie pokuty]; tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawić dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego [czyli kapłana] z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni. O biedni, którzy nie korzystają z tego cudu miłosierdzia Bożego; na darmo będziecie wołać, ale będzie już za późno.

 

         A zatem tylko Bóg przynosi wyzwolenie z naszych grzechów - całkowite i pełne! Bóg nie ma czarnej listy wszystkich naszych grzechów, którą będzie pokazana na koniec naszego życia. Grzechy, które On nam przebaczył, zapomniał całkowicie. Kiedy Bóg przebacza, robi to na zawsze, to znaczy nic pamięta więcej naszych grzechów, które już przebaczył. Jezus, posłany od Ojca, wziął wszystkie nasze grzechy i wrzucił je na dno morza. Tam są pochowane na zawsze i nie jest możliwe aby je wskrzesić.

         Jeżeli więc chcesz odzyskać pokój w swoim życiu - nie czekaj wyznaj to wszystko co cię gnębi, co nie pozwala ci w pełni żyć, co wciąż przytłacza cię, w sakramencie pokuty. Stając w prawdzie o swoje grzeszności, słabości ufaj jednocześnie w nieskończone Boże miłosierdzie. A na spowiedź spójrz jako na spotkanie z Kimś, kot bardzo cię kocha, którego zraniłeś, ale mimo to na Twój widok na jego twarzy pojawia się uśmiech, a ręce otwierają sie szeroko, aby cię przytulić. Kogoś kto z twoich barków pragnie ściągnąć olbrzymi ciężar i pozwolić na nowo żyć.

         Takie spojrzenie na sakrament pokuty pozwala nam doświadczyć, że słabość jest wpisana w nasze życie, że jesteśmy słabi, upadamy, grzeszymy, ale zawsze jest dla nas nadzieja - nadzieja Bożego Miłosierdzia.

           Jeżeli więc w życiu doświadczasz niepokoju, lęku, nie potrafisz spojrzeć sobie w oczy, wciąż dręczą cię wyrzuty sumienia - nie zwlekaj otwórz się na Boże miłosierdzie! Skorzystaj z zaproszenia, które ofiaruje ci Jezus, który pragnie dać ci wolność!

         Co jednak, gdy spowiedź nie przynosi pokoju, gdy wciąż pojawia się lęk, wyrzuty sumienia powracają, grzech, który popełniliśmy nieustannie do nas powraca? To znak, że nie przeżywamy w pełni sakramentu pokuty - stąd może właśnie potrzeba, aby przez tegoroczne rozważania pogłębić ten szczególny czas spotkania z Bogiem.

         Bóg zaprasza nas na szczególne spotkanie, którego owocem ma być uleczenie naszej duszy, lecz aby stało się ono owocne potrzeba dobrze się do niego przygotować. On czeka i będzie czekał aż do ostatniej chwili naszego życia - to od nas zależy nie tylko czy, ale jak przeżyjemy to wyjątkowe spotkanie.

 

I. Rachunek Sumienia

            Bardzo często boimy się rachunku sumienia. Nikt z nas bowiem nie lubi, gdy mówi się o jego błędach słabościach, niedoskonałościach, a gdy tylko ktoś próbuje nam zwrócić uwagę odpowiadamy natychmiastową agresją, buntem i znajdujemy tysiące wyjaśnień by usprawiedliwić zaistniałą sytuacje. Tak samo, gdy sami przed sobą mamy stanąć w prawdzie mówimy: jakie ja mogę mieć grzechy nikogo nie zabiłem, nie okradłem i na tym nie raz kończy sie nasze rozważanie o naszym życiu, a przy konfesjonale padają słowa: ostatni raz u spowiedzi byłem pół roku temu (…) od tamtego czasu dużo przeklinałem i więcej grzechów nie pamiętam (…). Św. Paweł powie zaś: (…) wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej (Rz 5,12), a św. Jan zaświadczy: Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. (…)  Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki (1 J 1,8.10).

            Boimy się rachunku sumienia bo już samo słowo "rachunek" kojarzy nam się z liczeniem, gdy musimy poznać dokładną ilość naszych grzechów, która przytłacza, napawa lękiem i smutkiem, zapominając o ich okolicznościach, motywacjach. Cięgle myślimy, że sami musimy zmagać się z prawdą o naszym grzechu zapominając, że nie jesteśmy z grzechem sami, a czeka na nas kochający Ojciec, który wzrusza się widząc powracającego grzesznika.

Rachunek sumienia nie jest bowiem matematycznym podsumowaniem naszych błędów z "ostatniego okresu rozliczeniowego", ale rozmową z Bogiem o wzajemnej miłości.

            Aby bowiem dobrze przeżyć rachunek sumienia trzeba nam sobie uświadomić bowiem, że jesteśmy bezwarunkowo kochani przez Boga, nawet, a właściwie pomimo naszych grzechów, chaosu i zagubienia. Podziwiamy zaś to obserwując dary w naszym życiu. Stąd też każdy rachunek sumienia powinniśmy zacząć od modlitwy dziękczynienia.  Może ono dotyczyć nie tylko duchowych pocieszeń i natchnień, ale także tych naturalnych i przyrodzonych nam zdolności, które – jeśli głębiej wniknąć w ich istotę – są takim samym, jeżeli nie większym, bo wciąż niedocenianym przejawem Bożej Opatrzności. Nawet najbardziej doświadczony przez życie człowiek ma bowiem powody do radości. Choćby to, że ma zdrowe ręce i nogi. Smutną prawdą jednak pozostaje fakt, że powodów tych nie doceniamy w dostatecznym stopniu i to z wyraźną szkodą dla życia tak osobistego, jak i wspólnotowego. Wdzięczność uczy nowego sposobu patrzenia na świat, który jest przekonanie, że wszystko jest darem Boga, wszystko jest łaską.

            Drugim krokiem jest modlitwa o światło Ducha Świętego. Pomoc Boga jest konieczna. Dotykając bowiem korzeni zła, uruchamiamy jednocześnie nieświadome mechanizmy obronne, czyli cały system psychicznych bloków i zapór, które skutecznie oddzielają nas od trudnej prawdy o nas samych, innych i świecie.

            I to dopiero po tym jak staniemy wobec miłości Boga, wyrazimy wdzięczność za Jego miłość i poprosimy o pomoc w odkryciu naszych słabości dochodzimy do rozważań o naszym grzechu. To ukazuje, że nie grzech stoi w centrum zainteresowania Boga, a my sami, których Bóg pragnie obdarzyć swoją miłością i których miłości pragnie, stąd też pragnie usunąć przeszkodę na drodze tej cudownej wymiany jaką jest grzech.

            Rachunek sumienia w pierwszym rzędzie dotyczy grzechów śmiertelnych. Mamy z nimi do czynienia wtedy, gdy są spełnione trzy warunki: - zostało przekroczone prawo Boże w ważnej sprawie (jest to tzw. materia ciężka), - czyn został popełniony ze świadomością zła (trzeba wiedzieć, że czyn jest zły i przekracza prawo Boże w ważnej sprawie), - grzech musi być popełniony dobrowolnie (z własnej woli, bez przymusu). Gdyby któryś z tych warunków nie zachodził, grzech będzie miał charakter powszedni (jest przekroczeniem prawa Bożego w rzeczy małej lub w ważnej rzeczy, ale nie całkiem świadomie i dobrowolnie). 

            Gdy analizujemy nasze życie musimy sobie uświadomić, że żaden z grzechów nie jest przypadkiem, że ma jakąś przyczynę i ta przyczynę trzeba odnaleźć. Z walką z grzechem jest jak z walką z chwastami nie wystarczy zerwać łodygi i liści, ale trzeba sięgnąć do samego korzenia. Nie wystarczy stwierdzić, że kłóciłem się z współmałżonkiem, ale o co się kłóciłem - dopóki nie rozwiążecie źródła konfliktu nawet gdyście się codziennie spowiadali kłótnie wciąż będą powracać. Nie modliłem się - ale co jest tego powodem - lenistwo, brak czasu, a może odczuwasz bezsens wiary. I tu znów trzeba sięgać do źródeł by rozwiązać problem. Tak jest z każdym grzechem - kłamstwem czego dotyczyło, w jakich okolicznościach; bójka - od czego się zaczęła; obmowa - od czego chce odwrócić uwagę w moim życiu wytykając te błędy innym.

            Trzeba też spojrzeć na okoliczności, które towarzyszyły grzechowi - one bowiem dużo mówią, nie raz ukazują nasze motywacje, a niejednokrotnie mogą stanowić dla nas okoliczność łagodzącą. W końcu tez trzeba pomyśleć co chcieliśmy przez to osiągnąć - czy mieliśmy dobre zamiary, czy też złe.

            Ważne jest aby zawsze konfrontować naszą dusze z zapisanym rachunkiem sumienia w książeczce lub dostępnym w Internecie, który jest dostosowany do naszego wieku, stanu życia, obecnej sytuacji życiowej. Nie róbmy go nigdy "z głowy". Może być bowiem tak, że to co nie uznajemy za grzech jest nim w rzeczywistości.   

            W końcu zaś nie żałujmy nigdy czasu na rachunek sumienia - poświęćmy mu dłuższą chwilę, a pozwoli nam dobrze poznać siebie i leczyć nie tylko symptomy, ale prawdziwe źródło choroby, którą jest grzech.

 

II. Żal za grzechy

         Gdy  uświadomimy sobie grzech na rachunku sumienia w naszym sercu pojawia się ogromny lęk przed reakcją Boga na nasze postępowanie. Boimy się kary, potępienia. Niejednokrotnie winy, które naznaczyły nasze serce przysłaniają nam obraz miłosiernego Boga, który ma serce gotowe nam nieustannie przebaczać. W miejsce ufności w Boże miłosierdzie pojawia się rozpacz, która paraliżuje nasze życie.

            Jednak w obliczu grzechu winniśmy zwracać się ku Bogu, który jest Ojcem miłosiernym. Zna, rozumie i akceptuje naszą słabość, przyjmuje nas takimi jacy jesteśmy, pełnymi szlachetnych ideałów, zapału zmiany siebie, ale jednocześnie często upadającymi w drodze naszego życia. Człowiek uświadamiając sobie, że nie jest w żaden sposób w stanie odkupić swojego grzechu zwraca się do Jezusa, który odkupił nasze grzechy na drzewie krzyża.

            Tylko w ten sposób możemy zaakceptować naszą słabość, przyjąć naszą grzeszną przeszłość patrząc na nią jako na miejsce, gdzie w sposób szczególny doświadczyliśmy Boga, który po grzechu pochylił się nad nami. Nie musimy szukać usprawiedliwień na swoją postawę, a jedynie stanąć w prawdzie i zaufać Bożemu miłosierdziu.

            Szczery akt żalu jest więc bólem duszy w obliczu cierpienia jaki zadaliśmy Bogu, innym ludziom, a w końcu sobie. Powinien dotykać przede wszystkim naszej woli, a potwierdzeniem jego autentyczności jest chęć odwrócenia się od grzechu, porzucenia dotychczasowego życia, naprawienie win i życie w zgodzie z przykazaniami. Prawdziwy akt żalu jest łaską od Boga dlatego trzeba nam prosić o autentyczny żal za grzechy. Musi on obejmować wszystkie grzechu, które popełniliśmy.

            Możemy mówić o żalu doskonałym - gdy żałujemy, że naszymi grzechami obraziliśmy i zraniliśmy Boga i żalu mniej doskonały, gdy motywem zmiany naszego postępowania jest tylko chęć uspokojenia wyrzutów sumienia, lub obawa przed karą wieczną.

 

III. Mocne postanowienie poprawy

            Autentyczny żal rodzi chęć zmiany swojego życia stąd też mowa jest o mocnym postanowieniu poprawy. Powinno ono dotyczyć wszystkich grzechów. Wyraża się zaś w unikaniu ich powtarzania, jak również okoliczności i okazji do ich popełnienia. Choć do szczególnej pracy powinniśmy wybrać sobie tylko jeden grzech ciężki. W ten sposób praca na naszym charakterem będzie najskuteczniejsza. Można nawet powiedzieć o tym kapłanowi, zapytać o wskazówki jak walczyć z tym grzechem. Co ważne nie można się tu poddawać nawet, gdy upadek zdarzy się tuż po spowiedzi. Trzeba nam powstawać i podejmować walkę na nowo.

 

IV. Szczera spowiedź

            Boimy się uklęknąć przy kratkach konfesjonału. Najczęściej lęk związany jest osobą kapłana, który zasiada w konfesjonale. Trzeba nam popatrzeć na księdza jako na dar od Boga, który pragnie nawiązać z nami dialog. Człowiek oprócz sfery duchowej posiada również fizyczną poznającą świat za pomocą zmysłów. Bóg rozumiejąc to doskonale posługuje się czytelnymi znakami, w naszym przypadku księdzem, ale znak nigdy nie może przysłonić Tego, który się pod nią kryje! Nie możemy całej swojej uwagi koncentrować na księdzu. Często bowiem zatrzymujemy swoją uwagę na słowach, reakcji kapłana, to znaczy na tym co na spowiedzi jest drugorzędne. Każdy kapłan jest człowiekiem i reaguje po ludzku i trzeba teraz umieć odróżnić co w jego słowach, postawach i reakcjach po chodzi od niego, a co jest dla nas znakiem od Boga. Całodzienna spowiedź, zmęczenie, problemy osobiste, czy w końcu bolesne doświadczenia z przeszłości z tym wszystkim niejednokrotnie kapłan zasiada do konfesjonału. Trzeba to oddzielić, skupić się, ale często po ludzku jest to silniejsze.

         Boimy się również grzechów, które mamy wyznać. Ale to właśnie pełne ich wyznanie pomaga nam w nawróceniu. Zupełnie inaczej patrzymy na nasze problemy, gdy wypowiadamy je na głos i przed osobą trzecią. Bo bywają takie rzeczy, których nie mówimy nawet najlepszym przyjaciołom. Wyznanie grzechów jest też formą "oczyszczenia" zrzucenia balastu, który gdzieś nosimy w sercu. To w końcu otwarcie się na Boże działanie i obecność w naszym życiu - doświadczenie Jego miłosierdzia.

         By jednak to się dokonało trzeba krok po kroku przejść celebracje tego sakramentu. Oczekiwanie w kolejce winno być czas modlitwy: za kapłana o światło Ducha Świętego dla niego, aby on otworzył się na to co chce powiedzieć Ci Bóg w spowiedzi; za siebie o odwagę by wyznać swoje grzechy. To również czas uświadamiamy sobie z kim się spotykamy.

         Ważne są pierwsze słowa przy kratkach konfesjonału. Spowiedź jest spotkaniem. Jak każde spotkanie należy rozpocząć od powitania. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus to znak, że rozpoczyna się wyjątkowy czas. W ten sposób zaprasza się do spotkania dwojga ludzi penitenta i kapłana Chrystus. Sam Jezus bowiem mówi, „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20).  Dalej znak krzyża. Prosty znak, w którym wyraża się głębia treści. W tym znaku przypominamy sobie, że to właśnie na krzyżu Jezus umarł za twoje grzechy! W tym geście ujawnia się prawda, że oto Bóg swoim przebaczeniem obejmuje nasze grzechy, które uczyniliśmy myślą, gdy dotykamy głowy, czynem, gdy dotykamy ramion i w końcu serca, które jest obrazem naszych zaniedbań.

         Wyznanie grzechów warto rozpocząć od podaniu kilku podstawowych informacji o sobie. Po pierwsze ile masz lat - to ważne, gdyż niektóre czyny ocenia się zależnie od wieku tego kto jej popełnia. Przy tym trzeba dodać czy uczysz się, czy pracujesz (nie raz zaleca się podanie zawodu) czy też informacje o rodzinie - żonie, dzieciach. Kolejną informacją jest czas od ostatniej spowiedzi. Ta informacja pozwala ocenić kapłanowi wasze zaangażowanie religijne i troskę o swoje sumienie. Nie raz bywa tak, że ktoś był pół roku temu u spowiedzi i wymienia tylko trzy grzechy - to już pokazuje, że bardzo powierzchownie przeżył rachunek sumienia i nie przygotował się do spowiedzi. Następnie powiedzieć, czy została odprawiona pokuta. O pokucie jeszcze usłyszymy w kazaniu. W końcu zaś można dodać nad czym człowiek starał się pracować od ostatniej spowiedzi - czyli jak realizował mocne postanowienie poprawy. To też szansa dla kapłana, aby udzielić rady penitentowi, aby szukać nowych sposobów rozwiązania sytuacji, gdy już dłuższy czas praca nie przynosi efektów, lub są one mało widoczne.

         Po tym wstępie następuje wyznanie grzechów. Kluczem do właściwego wyznania grzechów jest dobrze odprawiony rachunek sumienia i żal za grzechy. Pierwszy z nich odkrywa przed nami jakie grzechy mamy przedstawić kapłanowi, a drugi usuwa lęk przed ich wyznaniem w nim bowiem odkrywamy ogrom Bożego miłosierdzia.

         Przedmiotem spowiedzi powinny być przede wszystkim grzechy śmiertelne. Warto też również pamiętać o grzechach powszednich, co prawda grzechy powszednie nie zrywają naszej relacji z Bogiem to osłabiają ją. Ich wyznanie pozwala spowiednikowi zdobyć szersze rozeznanie waszej sytuacji życiowej.

         W wyznaniu grzechów potrzeba konkretów, dokładnie opisanych i nazwanych czynów. Ważne jest też podanie liczby szczególnie grzechów ciężkich! To znów pozwala ocenić postępowania. Ważne też są okoliczności o nich mówiliśmy przy rachunku sumienia.

         Kluczowa jest szczerość. Można rzeczywiście w zdenerwowaniu zapomnieć grzechów i wtedy trzeba je wyznać przy następnej spowiedzi. Zatajenie grzechów powoduje nieważność spowiedzi.

         Podczas spowiedzi mogą sie pojawić pytania ze strony spowiednika. Wynikają one z tego, że chce się upewnić co do okoliczności popełnionego grzechu by wydać właściwy osąd i wskazać rozwiązanie problemów. One zawsze są stresujące. Ksiądz może zadać również pytania, gdy chce poszukać przyczyn grzechu nawet, gdy zostały określone jego okoliczności. Bo grzech często jest jak góra lodowa - jego podstaw trzeba szukać bardzo głęboko.

         Ale to też czas na Twoje pytania. Od tych najprostszych: jak mam poradzić sobie z tym grzechem? Oczekuj od kapłana konkretnych wskazówek. Nawet, gdy mówi ci ogólną naukę proś o konkrety, które możesz realizować codziennie by pokonać grzech. Spowiedź to czas, gdy możesz pytać o ważne decyzje dotyczące Twojego życia i przyszłości. Nie raz kapłan z powodu kolejek poprosi was o rozmowę w innym czasie - nie bójcie sie z niej skorzystać!

         Po wyznaniu win, nadaniu pokuty następuje czas rozgrzeszenia. Gdy kapłan wymawia formułę sakramentalną to czas by jeszcze raz wzbudzić w sobie żal za popełnione winy. By spojrzeć na swój grzech, ale nie swoimi oczami, a Boga, który kocha Cie z Twoim grzechem. 

 

V. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu

            Każdy grzech domaga sie sprawiedliwości. Bo chociaż przez szczery żal za grzechy i rozgrzeszenie darowana nam jest kara wieczna to pozostaje jeszcze do odpokutowania kara doczesna, jaką musi grzesznik wyrównać na ziemi lub w czyśćcu. Trzeba bowiem wyrównać krzywdy wyrządzone ludziom i obrazę jaką zadaliśmy Bogu.

            Pokuta, którą nakłada kapłan ma niejako ułatwić nam "uiszczenie" tego odpokutowania kary doczesnej. Ma również duże znaczenie wychowawcze. Najczęstszą formą pokuty jest modlitwa. To nasze wyznanie miłości, które uczynił Piotr, to odnowienie utraconej bliskości dziecka z Ojcem. Nie traktujmy więc nałożonej pokuty jako "oklepania" modlitwy, ale postarajmy się aby te słowa modlitwy wypowiedziane na głos, czy też w sercu były jak najpiękniejsze, przepojone skupieniem, ale przede wszystkim wdzięcznością za otrzymany dar przebaczenia. Ale nie zawsze pokuta musi być modlitwą. Może być nią czyn miłosierdzia - posprzątanie pokoju przez dziecko, gdy nie słucha ono rodziców, zaproszenie żony, czy męża na kolacje (choć nie koniecznie trzeba mówić, że to za pokutę), spacer lub po prostu spędzenie czasu razem z rodziną. Wszystko to ma na celu odbudować więzi, które zniszczył grzech.

            Ze spowiedzią jest związany obowiązek retrybucji to znaczy zwrócenia tego co ukradliśmy. Nie musi być to w formie bezpośredniej z przyznaniem się do winy, ale podrzucenie ukradzionej rzeczy, kupno upominku, odpracowanie, a gdy nie możemy dotrzeć do pokrzywdzonej osoby to można przeznaczyć ofiarę na biednych. Komuś, co dziś niestety się zdarza możemy komuś odebrać dobre imię przez nieuzasadnione pomówienia, które są efektem zbyt wybujałej wyobraźni i chęci zaistnienia w gronie znajomych.  Gdy więc kogoś obgadamy potrzeba, aby w tym samym gronie wycofać te pomówienia, słowa, co więcej powiedzieć coś dobrego o tym człowieku, lub przynajmniej pomodlić się prosząc do Boże błogosławieństwo dla niego.